Byłem z żoną i dziećmi na seansie "Potwory i Obcy " porą przedpołudniową. Kolejka przy kasie krótka, zakupy na barze poszły szybko i sprawnie, na obiekcie czysto, choć gdzieniegdzie pocorn na ciemnym dywanie. Obraz projekcji w 3D ok. Niestety na seansie zlamała sie rurka od kubka dla dzieci z potworem i dziecko wpadło w płacz. Po seansie bez nadzieji poszedłem do baru by spróbować ją wymienić i zgodnie z oczekiwaniami natrafiłem na niecheć sprzedawczyni. Na szczęście wezwany przez nią przełozony jakis pan w białej koszulce bez problemu ze zrozumieniem wymienił mi rurkę. Wyszedłem z rodziną z kina ustasfakcjonowany. Dziecko było jeszcze bardziej zadowolone.
Obsługa sklepu zwróciła na mnie uwagę dopiero po kilkunastu minutach moje spacerowania po sklepie, całe towarzystwo całkiem dobrze bawiło się przy stanowiskach kasowych. Gdy wyraziłem zainteresowanie odkurzaczem, " z dolnej półki ", podeszła do mnie Pani i zrugała mnie, że towaru tego nie można ruszać z półki bo włączy się alarm, odpowiedziałem grzecznie Pani, że nikt nie podchodził dlatego myślałem, że mogę obejrzeć sprzęt na co Pani stwierdziła : "że przecież mógł Pan kogoś poprosić, tak?!" Było to mało sympatyczne ze strony obsługi nie spotkałem się z czymś taki już dawno, pomijam fakt, iż Pani nie posiadała identyfikatora...Może gdybym zainteresował się telewizorem za 5 tyś. wtedy był bym inaczej potraktowany.
Po udanych zakupach w Sephora naszła mnie ochota na dobrą kawę i jakiś pyszny deser. Na terenie King Cross Marcelin jest 7 różnych kawiarenek serwujących różne pyszności,ale najlepsze desery moim zdaniem podają w Club Cafe. Odwiedzam tą sympatyczną kawiarnię przynajmniej 2 razy w tygodniu. Club Cafe proponuje wiele gatunków kawy,którą podają na różne sposoby:) Motto tego lokalu to rozwijanie kultury picia kawy określanej w średniowieczu mianem "wina arabskiego". Kawiarnia jest podzielona na dwie części: pierwsza część z przodu z kwadratowymi stolikami i fotelami dla osób nie palących, druga część z tyłu z sofami dla osób palących. Dużym atutem tej kawiarni jest bezprzewodowy internet,dzięki któremu duża część odwiedzających ją klientów przychodzi z laptopami i łączy "przyjemne z pożytecznym" tzn. pracują przy pysznej kawce i deserku... :) Dodatkowo można nabyć Kartę Dobrego Smaku inaczej Kartę Klubową która po okazaniu przy kasie uprawnia do 10% rabatu. Obsługa zawsze ubrana w czyste firmowe fartuszki :) Kelnerki na bieżąco wycierające stoliki i zbierające popielniczki :) Jednym słowem miło, czysto i smacznie :) Polecam +5
W butiku pomimo sporej liczby Klientów wszystko było w należytym porządku.Asortyment był dobrze weksponowany. Bez problemu można bylo obejrzeć każdą rzecz. Sprzedawczynie pomagały podchodząc do każdego z osobna i proponując pomoc. Jak tylko stanęłam przy półce z dzinsami od razu jedna z nich podeszła do mnie i spytała, jakiego rozmiaru szukam. Na bieżąco skladały i odkładały ubrania porozrzucane przez Klientów. Nie podobało mi się tylko to, że wyprzedażowe ceny na metkach były ponaklejane obok starych cen i do samego końca nie wiedziałam ile zapłace za bluzkę, która wybralam. Oczywiście zaplaciłam niższą cenę, ale byłam trochę zdezorientowana. W kolejce do kasy stałam trzecia i trochę czasu minęło, zanim zapłaciłam - przy kasie obsługiwała tylko jedna Pani, ale wiecej zastrzeżeń nie mam.
Mało korzystna lokalizacja, mimo że przy głównej ulicy miasta, to jednak skromna ekspozycja zewnętrzna placówki. Z punktu widzenia typowego przechodnia niełatwo odnaleźć lokal. Wnętrze podporządkowane funkcjonalności kosztem estetyki - dużą powierzchnię zajmuje sprzęt komputerowy i drukarski. Wygospodarowano miejsce na kilka krzeseł do dyspozycji klientów oraz stolik z ulotkami reklamowymi i czasopismami. O ile z punktu widzenia estetyki wadą jest brak wydzielonego zaplecza, to w praktyce umożliwia to pełną obserwację i aktywny udział klienta podczas wykonywania usługi. Wysoko należy ocenić personel - pracownicy posiadają szeroką wiedzę na temat wykonywanych prac, otwarci są na sugestie i propozycje klientów. Jakosc usług znakomita, ceny bezkonkurencyjne - wskutek tego instytucja nie narzeka na brak klientów. Wadą moze być niska wydajność pracy i subiektywnie długi czas oczekiwania na obsłużenie - personel stanowią jedynie dwie osoby.
Chciałem zakupić w" Leroy Merlin" folie do tunelu. Myślałem że to nie problem gdyż wiele osób służy tam człowiekowi z pomocą. Niestety obsługa sklepu poruszała się mozolnie.Dotarcie do obsługi było utrudnione bardzo wąskimi przejściami często zastawionymi towarem. Stanowisko na dziale ogrodowym obsługiwały cztery osoby, a ja czekałem w kolejce do folii za dwoma panami. Nareszcie zostałem obsłużony lecz nieprofesjonalnie.
Pan mnie obsługujący nie wiedział która folia ile kosztuje, jakich jest wymiarów i czy w ogóle jest taka jaką potrzebuje. Po długich staraniach kupiłem folie 8mx6m. Niestety folia okazała się wymiarów 6mx6m po długich zapewnieniach pracownika obsługi, że jest ona 8mx6m. Folie zwróciłem napotykając na drodze oburzenie kierownika działu. Przy ponownym zakupie folii tym razem 6mx8m zapłaciłem 20 zł mniej.
Mogę więc zwrócić uwagę, na;
- długie oczekiwanie na obsługę
- nieznajomość asortymentu osoby obsługującej
- brak foli w okresie najczęstszego nabywania
- brak umiejętności w mierzeniu
- nieprzyjemna atmosfera sugerująca moja winę
- przepłacenie za produkt pierwszego zakupu o20 zł
Urząd Skarbowy w Płońsku oceniam jako bardzo dobry. Wybrałam się tam w celu rejestracji Numeru Identyfikacji Podatkowej (NIP). Miejsce bardzo przyjazne dla oka, ciepłe kolory, wyraźne tablice informacyjne, bardzo zróznicowana wiekowo i ciepła obsługa. Od wejścia dostałam informację, do którego okienka mam się udać, w kolejce nie stałam, ponieważ miejsce to obfituje w siedzenia, bardzo wygodne zresztą. Otrzymałam druk, przy czym wyjaśniono mi co, gdzie i jak mam wypełnić. Z usmiechem zabrałam się do pracy. Podczas wypełniania pani z okienka dopytała się czy nie potrzebuję pomocy. Przekierowano mnie do Urzędu Pracy po pieczęć, wróciłam i ładnie podziekowano mi za współpracę. Otrzymałam zapewnienie, że w ciągu dwóch tygodni nadeślą mój numer. Numer otrzymałam w ciągu czterech dni, także mogłam go szybko dostarczyć w oczekujące miejsce. Wracajac do obsługi. Urząd obfituje w stażystów, udostępniając młodym ludziom nabieranie doświadczenia w administracji. Ja również złożyłam swoje CV, zaproszono mnie na rozmowę, która była prowadzona w bardzo dobrej atmosferze.
Jako że, od niedawna jestem osobą powszechnie uważaną za dorosłą, ukończyłam szkołę, zdałam egzamin dojrzałości, nadszedł czas podjęcia pierwszej pracy. Do rejestracji w Powiatowym Urzędzie Pracy potrzebny był mi plik dokumentów i zaświadczeń - w tym nr. konta w banku. Dotychczas nie był mi potrzebny,dlatego też nie interesowałam się pieniędzmi zformalizowanymi. Nadszedł jednak czas mojej pierwszej wycieczki do banku z zamiarem założenia własnego konta. Polecono mi Bank Spółdzielczy z racji niskich opłat osobistego rachunku. Miejsce przyjemne, ze spokojną atmosferą. Cisza i odosobnienie od zgiełku ulicy. Od wejścia przekierowano mnie do odpowiedniego okienka, choć i bez tej pomocy zorientowałabym się sama, bowiem na każdym okienku widniała informacja z jego przeznaczeniem. Przywitał mnie bardzo przystojny Pan, aczkolwiek małomówny. I tu się moje awersje rozpoczęły. Zapowiedziałam się ładnie, że jest to mój pierwszy osobisty rachunek, oraz, że jestem w temacie bankowosci kompletnie ''zielonym listkiem'', pan jednak nie odpowiedział. Ograniczył się do prośby o dowód osobisty i rozpoczęło sie milczące czekanie. Nie zostałam poinfomowana jakiego to rodzaju ma być rachunek, zapytano mnie jedynie czy ma być to konto osobiste, jedno z prostrzych. Przytaknęłam. W czasie oczekiwania przyglądałam się poszczególnym czynnościom milczącego personelu, moje odpowiedzi ogranicząły się do przytakiwania. Zdenerwował mnie fakt, że kompletnie nic nie usłyszałam o charakterze konta, moich obowiązkach jako klienta, sama dopytałam o opłatę. Choć Pan, który milczał wyglądał świetnie, nie zaliczyłabym go do grupy ludzi których darzę szacunkiem (no może z racji jego wykształcenia), nie był otwarty na mnie, czyli potencjalnego klienta. Oczekując umowy której treści nie byłam świadoma od poczatku do końca zdażyłam zauważyć, że w miejscu, w którym siedziałam znajduje się mini plac zabaw dla maluszków. Wielki plus za niego, ponieważ dość długo trwała ta niby transakcja, a nie wyobrazam sobie czekać tam z małym dzieckiem. Otzymawszy umowę Pan wskazał mi gdzie mam podpisac, nie namawiając bym cokolwiek czytała, itp. Hmm, czy miejsce to wzbudziło moje zaufanie? Sama nie wiem. Nie wiem czy lepsze milczenie czy sprzedawanie marketingowych haseł, albo bankowy żargon. Myślałam jednak, że usłyszę cokolwiek o moim nowym rachunku, o bonusach, cokolwiek. Moim zdaniem ważny jest kontakt z osobą, która od drzwi przedstawia się jako laik pieniężny. Cóż.. Poza tym jednak kopię umowy otrzymałam, a o warunkach mojego rachunku przeczytałam sobie w internecie. Ale czy nie przyjemniej byłoby dowiedzieć się czegoś w banku, od Pana na którego plakietce widnieje dumne Inspektor ds.Sprzedaży?
Czas czekania wahał się pomiędzy 30/40 minut, wynudziłam się, poczytałam ulotki. Jako poczatkująca dorosła byłam podekscytowana, ale co gdybym była zmęczoną staruszką, albo zapędzonym pracownikiem stacji kolejowej? Hmm..
Dodam, przestrzeń nadrobiła zaległości pracownika w komunikacji, wygodne fotele, przestrzeń, chłód, mini plac dla dzieci. Na pozór byłam zadowolona.
Byłem dziś w Getin Banku po kredyt. Ulotka oferowała dość niskie raty oraz długi okres spłacania i że, jest dostępny bez względu na wiek. Po wejściu zobaczyłem, że jest tylko jedna Pani przede mną więc się ucieszyłem. Jednak radość nie trwała długo. Bankier siedzący przy drugim biurku zajmował się jakimiś papierami a Pani przy pierwszym zakładała konto. Po około 20 minutach podszedłem do Pani przy pierwszym biurku. Pytając się o kredyt przerwała mi i zaczęła zadawać pytania o mój wiek, zarobki i dane osobowe. Po dosyć długim oczekiwaniu ok. 15 minutach dowiedziałem się że kredyty w ich banku udzielane są ludziom powyżej 26 roku życia, w innym przypadku potrzebuje żyranta. Pytałem się dlaczego w ulotce jest napisane "bez względu na wiek" odpowiedziała że to nie w banku produkują ulotki i bez słowa poprosiła następnego klienta. To było najgorsze traktowanie mnie jako klienta przez kogokolwiek.
Bardzo ważnym wydarzeniem dla klienta jest wymiana wózków na zakupy.
Klient docenia czysty, dobrze prowadzący się wózek. Wiedząc że wózek jest w pełni sprawny klient chce wkładać do niego produkty nie martwiąc się tym, że nie podoła jego prowadzeniu.
Zadzwonił do mnie konsultant sieci era z propozycją przedłużenia umowy. Nie byłem zdecydowany. Zaproponowałem by zadzwonił po tygodniu bym miał czas na podjęcie decyzji. Konsultant nie zadzwonił. W tym momencie sieć era straciła klienta. Czekałem na telefon dziesięć dni, a dłużej czekać nie będę!
Kolejna wizyta w supermarkecie jak zwykle długie kolejki. wszystkie kasy prócz jednej są działające. Widzę informacje na ścianie "Jeżeli czekają państwo do kasy dłużej niż pięć minut, a nie wszystkie kasy są otwarte w ramach przeprosin dostają państwo 5 zł". Informacja bardzo miła dla klienta. Więc idę po moją rekompensatę. W punkcie obsługi klienta informują mnie, że kasa jest zepsuta i nie należy mi się w związku z tym rekompensata. Informacja ta nie jest umieszczona przy kasie. Bywam w tym supermarkecie dość często i widzę jak ludzie podchodzą do punktu obsługi klienta domagając się 5 zł.Nie otrzymują ich jednak ciągle słysząc to samo wyjaśnienie.
Podczas 4-godzinnej przerwy na zajęciach, wybrałyśmy się z koleżanką do kina. O tej godzinie miałyśmy do wyboru "Krainę Muminków" bądź "Terminatora". Wybrałyśmy drugi film. Przy kasie biletowej obsługa miła, choć znużona, bez uśmiechu. Przy zakupie popcornu i napoju sprzedawczyni wesoła i lekko rozkojarzona, każdą rzecz musiałyśmy dwa razy powtarzać. Frappomat niestety nie działał poprawnie przez co musiałam kupić co innego do picia. Sprzedawczyni doradziła tańsze i większe zestawy. Młody ochroniarz przy sprawdzaniu biletów pozwolił nam położyć wszystko na kanapie, zebyśmy dały radę wyciągnąć legitymacje. W sali kinowej czysto, na seansie były 4 osoby, z nami włącznie. Krzesełka wygodne, klimatyzacja działała.
Odwiedziłam kolejno kilka placówek dużych banków. Chciałabym wyrazić swoją opinię o jednej z nich - oddział Kredyt Banku SA w Świdniku.
Weszłam do środka i stanęłam zdezorientowana, szukając wzrokiem stanowiska ds. kredytów. Zanim ja zauważyłam to stanowisko pracownica banku już do mnie podeszła, zapytała w czym może pomóc i zaprowadziła do kompetentnego pracownika. Miłym zaskoczeniem było to, że otrzymałam wszystkie informacje jakich potrzebowałam, bez tego wszechobecnego cross-sellingu (oferty łączone). W związku z tym, iż moja "potrzeba finansowa" była dość nietypowa, pracownik zaprowadził mnie od razu do kierownika oddziału, abym mogła skonsultować szczegóły sprawy. Kierownik natychmiast znalazł dla mnie czas.
To była bardzo przyjemna wizyta w banku.
Zakupy po kilku dniach wolnych zawsze zajmują sporo czasu. W Biedronce podobnie. Kolejki były od linii kas niemal do lodówek na drugim końcu sklepu. W sklepie bałagan, towary nie na swoich miejscach, a podłoga się kleiła. Pracownicy biegali jak w ukropie - sprzątali, zbierali wyrzucone gdziekolwiek towary, dokładali produkty. Pytania klientów gdzie można dostać jakiś produkt spotykały sie jednak ze zniecierpliwieniem, odburknięciem czegoś. Jednak trudno się dziwić przy takich tłumach. Niektóre towary uszkodzone. Sporo promocji i wyprzedaży, kasjerki uwijały się jak mogły, zachowując przy tym spokój i uśmiech. Zakup chleba, papieru toaletowego i bananów zajął mi 38 minut.
Zalety tego sklepu to dość duża powierzchnia, dzięki czemu nie jest trudno się poruszać w nim. A także cena na większości z ubrań. Jest tam 5 przymierzalni, ale niestety przymierzone ciuchy, które nie zakupujemy musimy sami odnosić na miejsce, z którego je wzięliśmy. Niestety często tworzą się tam kolejki przy kasach. Ogólnie w witrynach tego sklepu są informacje o aktualnych promocjach. Jeżeli chodzi o personel to głownie zajmuję się wykładaniem towaru i od czasu do czasu dbanie o porządek w środku sklepu. Niestety personel choć kulturalny i dość życzliwi to jednak mało pomocny. Klient jest traktowany jak każdy z wielu. Zachęcające są ceny w tym sklepie. Na ladzie, gdzie płacimy często znajduje się zbedny asortyment np. wieszaki, czy towar do wyłożenia na sklepie.
Oddział banku PKO BP znajdujący się na os. Jagiellońskim, jak na oddział, który ma służyć ponad 15-stu tys. klientów zamieszkałych na gnieźnieńskich Winiarach, jest bardzo malutki. Skutkiem tego są nieustanne kolejki w banku jak i przed. Ludzie muszą ustawiać się w kolejce już długo przed otwarciem punktu. W środku bardzo mało miejsca. Zaledwie 2 krzesła na których klient może sobie spocząć podczas czekania. Ilość punktów, w których klienci zostają obsłużeni, z faktu że oddział jest za mały, jest również niewystarczająca, żeby wszystko mogło pójść sprawnie. Wielkim plusem tego wszystkiego są Panie, które tam pracują. Z wielką cierpliwością podchodzą do każdego klienta i można być pewnym, że zostanie się obsłużonym należycie. Jak stoi się w kolejce i je obserwuje, to widać ich cierpiące miny, gdy popatrzą na sznur, którego końca nie widać. Oddział posiada dwa bankomaty na zewnątrz, do których wiecznie ustawiają się kolejki a gdy już nie ma kolejek po godzinach szczytu, to w bankomatach często brakuje pieniędzy. Za napełnieniem bankomatów również trzeba długo czekać, bo Pani która ma to zrobić akurat nie może ponieważ obsługuje kolejnego niezadowolonego, z racji stania w kolejce, klienta.
Dziękujemy za zgłoszenie. Z każdej opinii i oceny wyciągniemy wnioski, aby poprawiać jakość obsługi Klientów.
Zerwał nam się...
Zerwał nam się pas w fotelu, przez co nie można było na nim usiąść. Ma on już swoje lata, ale nie chcielismy go wyrzucać i kupować nowego, bo inny fotel i sofy mamy do kompletu. Poszukaliśmy w okolicy zakładu tapicerskiego, który by się zajął naprawą. Problemem było, że był to piątek popołudnie. Właściciel załatwił przewóz fotela i umówiliśmy się na jego naprawę na poniedziałek. Przyszliśmy i byliśmy zachwyceni, bo pan wymienił także gąbkę i siedziało się na fotelu, jakby był zupelnie nowy. Byliśmy tak zachwyceni, że w następnych dniach na wymianę gąbek przywieźlismy drugi fotel i jedną z sof. Było to dosyć drogie przedsięwzięcie, bo ok.200 zł, jednak będziemy mieć spokój na kolejne 15 lat, bo tyle nam już te meble służą. Tylko denerwujące było monotonne mówienie tapicera.
Poszłam z tatą szukać wkrętarki, gdyż chcemy zrobić na działce skrzynię na narzędzia. Z pomocą pracownika znaleźliśmy odpowiednią półkę, gdzie akurat były wkrętarki w promocyjnej cenie. Tata obejrzał, a pracownik mówił o jej właściwościach. Tata był wyraźnie zainteresowany, ale stwierdził, że cena mimo wszystko jest wysoka. Wtedy ów pracownik szepnął, że jak się zdecydujemy ją kupić, to jeszcze obniży cenę. Nie uwierzyliśmy, ale brzmiało to zachęcająco. Potargowaliśmy się chwilę i zakupiliśmy wkrętarkę po niższej cenie niż była w promocji. A ja myślałam, że targować się można tylko na targowisku ;)
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.