Carrefour Express mieści się w niezbyt urodziwym miejscu. Budynek jest obskurny i niezadbany. W środku jest o wiele lepiej, ale niestety brudno. W towarze bardzo ciężko było mi się rozeznać, np. lodówka z surówkami mieści się zaraz po prawej stronie od wejścia przez bramki, a lodówka z sałatkami jest na samym końcu, przy kasach. Z innymi towarami też były podobne sytuacje - biorąc sok, myślałam, że zaraz będzie półka z wodami, a tymczasem musiałam jej szukać w zupełnie innym miejscu. Całe szczęście, że ceny w miarę przystępne i pani kasjerka bardzo, bardzo miła.
Będąc we wrocławskim Zoo wybrałam się do jednego z punktów gastronomicznych na obiad. Była to Smażalnia z domowymi obiadami, jednak niestety nie pamiętam, czy miała ona jakąś konkretną nazwę. W tym barku można było zamówić typowe fast-foody, ale także zestawy obiadowe. Zestawów tych było chyba 8 do wyboru. Ceny dość wysokie, bo mniej więcej od 14 do 18 zł za zestaw. A porcja wcale nie była imponująca. Na szczęście, obiadek był smaczny.
Wybierając się do Zoo we Wrocławiu, bałam się, że spędzę dużo czasu w kolejce po bilety wstępu. Na szczęście, okazało się, że nic takiego nie miało miejsca. Przed wejściem są 4 kasy biletowe, a poza tym można skorzystać z automatu, sprzedającego bilety. Moim zdaniem, ceny za wejście są przystępne. Biorąc pod uwagę fakt, że Zoo jest ogromne i że spędzi się w nim przynajmniej pół dnia, to warto zapłacić za wejście 20 zł. Tyle było w moim przypadku, bo kupowałam bilet studencki. Za zakup można zapłacić kartą. Bałam się też, że toalety w Zoo będą płatne, na szczęście tak nie było. Toalety są rozmieszczone w różnych częściach Ogrodu, co jest bardzo wygodne. Do Zoo weszłam po godzinie 9 rano, a wyszłam dopiero po 15. Była to wyprawa na cały dzień i moim zdaniem, trzeba się na taki wypad porządnie przygotować, bo jest bardzo męczący. Jeżeli ktoś chce się wybrać z dziećmi właśnie do Wrocławia, to proponuję najpierw zrobić rozgrzewkę w postaci odwiedzenia mniejszych Ogrodów Zoologicznych. Na wejściu do Zoo dostałam plan, dzięki któremu można było dokładniej zorientować się, w którym obecnie jest się miejscu. Poza tym, w Ogrodzie, co kilka chwil, stoją na alejkach duże mapy. Rozczarowałam się jednak tym, że w Zoo nie było wszystkich zwierzaków, które były zaznaczone na mapce. Chciałam zobaczyć niedźwiedzia polarnego, a okazało się, że nie ma w ogóle zagrody z takim zwierzakiem. Taka sama sytuacja była np. z pumami. Mimo to, uważam, że warto jest się wybrać do wrocławskiego Zoo, ale z wielkim zapasem sił.
Poszukiwałam we Wrocławiu pierwszego, lepszego kiosku w celu kupienia biletów na tramwaj albo autobus miejski. Znalazłam kiosk na ulicy Komuny Paryskiej. Było dość wcześnie rano, ale kiosk był już otwarty. Zapytałam Pana obsługującego, czy są różne bilety na tramwaje i na autobusy, bo nie jestem stąd, a nie chciałabym się pomylić. Pan spojrzał się na mnie dziwnie, ale odpowiedział, że nie ma różnicy między biletem na tramwaj i na autobus. Było dość głośno na ulicy i być może pan mnie nie zrozumiał, ale powiedziałam, że poproszę dwa bilety ulgowe. Pan wyłożył mi dwa ulgowe i dwa normalne, co wyniosło mnie 7 zł i coś tam groszy. Zdziwiłam się i zapytałam, o co chodzi z tymi biletami - przecież chciałam tylko dwa ulgowe. Pan był oburzony i wmówił mi, że prosiłam o dwa ulgowe i dwa normalne. Odpowiedziałam, że to nie jest prawdą i poprosiłam o zwrot pieniędzy, bo nie potrzebuję biletów normalnych. Pan obsługujący kiosk zgodził się, ale widać było, że nie lubi takich bab, jak ja. Oddał mi 5 zł i kazał sobie wydać resztę. Dobrze, że miałam drobne w portfelu to wydałam mu resztę, ale gdybym nie miała, to co? Musiałabym kupić już te dwa normalne? Ech, nie znoszę takich sytuacji. Całe szczęście, że pan z kiosku, w całym swym zażenowaniu, był w miarę spokojny.
Sklep Lewiatan jest godny polecenia. Wyglądem przyciąga klienta. Zawsze czysto - na podłodze oraz półkach. Ceny są również dobre. Jedyny minus jaki nasuwa mi się w tym momencie to, to iż kiedyś kupując kurczaka po przyjeździe do domu okazało się że jest on nie świeży! Uważam że coś takiego nie powinno mieć miejsca, ale polejachałam odrazu z powrotem do sklepu pokazać że kurczak jest nie świeży i pani bez problemu mi wymieniła na innego.
Stacja paliwowa Shell znajdująca się w Nysie przy drodze na Opole jest zadbana. Zawsze czyste podłogi oraz miejsce przy kasie. Ceny są równie dobre, a obsługa bardzo miła i pomocna. Nie ma tam dużych kolejek do dystrybutorów więc spokojnie można zatankować auto lub coś zjeść bez zbędnego tracenia czasu. Polecam stacje.
Otoczenie sklepu jest dość czyste, lecz zdażają się papierki czy stare parafony w wózkach na zakupy. W środku hipermarket jest zadbany. Przy stoisku z owocami i warzywami zawsze są woreczki. Podłogi są czyste oraz półki również. Minusem jaki zauważam to fakt iż zdaża się tak że cena na półce różni się od ceny na paragonie i przy płaceniu przy kasie wychodzi więcej niż powinno. Sądzę że obsługa sklepu powinna dbać o porządek cenowy. Kolejnym minusem jest to, że kolejki w kasach są zawsze bardzo długie i naprawdę potrzeba dużo czasu aby pójść na zakupy do tego sklepu.
W rybnym jest zawsze kolejka, towar mają dobrze poukładany i wyeksponowany, ryby świeże zawsze w kruszywie lodowym, nie ma niemiłych zapachów. Jednak jest pewna rysa, klient chcąc kupić kawałek fileta ze świeżego łososia musi kupić cały filet, obojętnie jaki by nie był duży. Mielone z ryb jest sprzedawane w porcjach przekraczających 1,5 kg. To stanowczo za duże porcje jak dla rodziny zwłaszcza, że jest zamrożone i podzielić go nie można. Minusem jest też, że personel często siedzi na zapleczu,( co widać ze sklepu stojąc w kolejce), a klientów obsługuje tylko jedna ekspedientka.
Bardzo przyjemny jazz-club, restauracja, coctail bar w jednym! Świetna lokalizacja, przyjemny wystrój, bardzo dobra muzyka ;-) Stuprocentowe zadowolenie z jakości obsługi, personel bardzo miły, potrafi świetnie doradzić, trunki wysokiej jakości. Lokal może być czynny do ostatniego Gościa, ceny umiarkowane. Kelner okazuje stałe zainteresowanie Klientem, często dba o czystość na stoliku zabierając puste szkło, pyta również, czy Klient życzy sobie coś jeszcze. Ogólnie jestem oczarowana tym miejscem, ponieważ nigdy wcześniej nie było w Mikołowie tak miłego miejsca ze wspaniałą muzyką Jazz, gdzie można usiąść, odprężyć się, napić się smakowitego coctail'u na bazie dobrych alkoholi i soków. Polecam wszystkim, którzy lubią muzykę Jazz, miłe i barwne pomieszczenia z nowoczesnym i oryginalnym wystrojem troszkę w stylu pop art i chce być pewny, że zostanie dobrze obsłużony. Pierwsze zamówienie jest przy barze w lokalu, natomiast później kelnerzy stale podchodzą do stolików dopytując Gości, czy mają jeszcze jakieś dodatkowe życzenia. Polecam!!! ;-)
Przyniosłam buty do reklamacji, pani poprosiła o wyjaśnienie co się z nimi stało i poprosiła o paragon zakupu. Wyjaśniła warunki reklamacji że można wymienić buty na inne gdyż model który ja miałam nie miała obecnie na stanie, ale ja poprosiłam o zwrot pieniędzy i otrzymałam bez żadnego zbędnego tłumaczenia. Pani bardzo miła i uśmiechnięta.
Bardzo miła obsługa. Uzyskałam pomoc od ekspedjentki chociaż zapytałam tylko o jedną rzecz. Pokazała mi ich znacznie więccej, wypytując szzcegółowo o moje oczekiwania produktu, a chodził o bluzkę. Szukałam klasycznej białej bluzki do lnianych spodni. Ekspedjentka wypytała mnie o spodnie dokładnie (czy są prost, zwężane, bufiaste na biodrach) dobierając mi bluzkę z której jestem zadowolona. Rzeczy zostały mi zaniesione do przymierzalni i powieszone na wieszakach.
Przeogromny sklep, jasno, czysto, ceny dobrze wyeksponowane i nie wprowadzające klienta w błąd, personel jednakowo ubrany i stojący w pobliża aby w razie potrzeby pomóc klientowi, doradzić, pomóc w przymierzaniu butów, pełny profesjonalizm, nic więcej dodać nic ująć , aż było miło zakupić buty, mimo że córka trochę wybrzydzała co do fasonu butów, pani nadal było uśmiechnięta i doradzała, proponowała to nowy model sandałów, aż w końcu zadowolona córka kupiła wymarzone buciki
Ogromny parking i czysty zachęcał i zapraszał do wejścia do sklepu, wózki pospinane i ustawione w dwóch równych rzędach, czyściutko. Sklep dobrze oświetlony, towar poukładany, ceny na miejscu, aż chciało się chodzić i oglądać pułki mimo że weszłam za konkretnym towarem, personel uśmiechnięty, miły skory do pomocy, oferował produkty dnia, miło i przyjemnie. Zrobiłam więcej zakupów niż zamierzałam pierwotnie.
Przed wejściem do sklepu już zauważyłam wózki stojące na „luzie”, pełno papierków, walące się puste butelki, kosze pełne, w sklepie nie było lepiej, brudna podłoga klejąca się, rozbita butelka – szklana, biegające małe dzieci i zero jakiegokolwiek zainteresowania ze strony personelu. Idę dalej chodzę między regałami, patrzę i nic, towar nie poukładany a nawet brak towaru, ceny nie ma, walące się puste kartony, porozrywane folie, przeszłam pomiędzy regałami i stwierdziłam że nie będę tu robić zakupów, gdyż wygląd sklepu i personelu miał bardzo wiele do życzenia. Wyjść ze sklepu też nie było łatwo gdyż trzeba było przejść koło kas a przejścia bardzo wąskie. Jakoś się przecisnęłam, poobijana przez regały, kosze z zakupami i klientów.
Po zwiedzeniu Sopotu dzieciaki stwierdziły że są głodne i chcą iść do KFC więc weszliśmy do restauracji. W drzwiach stanęłam jak wryta. Restauracja pełna, nawet nie było gdzie postawić nogi. Wycieczka, ale na szczęście już wychodziła. Zostawał po sobie delikatnie mówiąc brud. Nie zdążyłam dojść do kasy gdy dwie osoby z personelu migiem posprzątały i od razu zrobiło się miło. Wszystkie pięć kas czynne. Pracownicy bardzo mili. Zamówiłam zestawy i bez problemu znalazłam miejsce do siedzenia. W tle leciała bardzo miła muzyczka lekko słyszalna tak aby nie zakłócała pogawędki przy stolikach. Czar prysł gdy dzieci chciały iść do toalety i trzeba było pokazać paragon przed skorzystaniem. Zaczęliśmy wszyscy szukać paragonu w pustych pojemnikach po jedzeniu, bo kto by przypuszczał że będzie potrzebny, a nie kwapiło mi się do tego aby płacić za toaletę aż 30zł (tak informował napis przy toaletach klientów chętnych do skorzystania z tego przybytku, którzy nie posiadali paragonu) ale znalazł się. Pani „strażniczka” skrupulatnie sprawdzała paragony od każdego klienta. Fakt wc było bardzo czyste i pachnące, niczego nie brakowała i nic się nie wysypywało z koszy.
Miałam trochę czasu do pociągu więc postanowiłam jeszcze wejść i coś przekąsić. Na pięć kas cztery były czynne, pracownicy uwijali się jak mrówki. Kolejki bardzo długie, przy stolikach mnóstwo ludzi – pasażerów. A co za tym idzie bród, stoliki nie powycierane, podłoga klejąca, z koszy na śmieci wysypywały się resztki jedzenia i puste pojemniki po napojach. Jedna pracownica biegająca pomiędzy stolikami ze ściereczką (już wyglądała na bardzo zbrudzoną) ale mimo tego jeszcze nią wycierała podnosząc klientom kubki i między przekąskami przecierała aby było „czysto” co sprawiało że można było by dostać odruchów wymiotnych, stojąc cierpliwie w kolejce zaczęłam studiować menu i ceny, nie ukrywam, że jadło do najtańszych nie należy. Po podejściu do kasy najpierw poprosiłam o wyjaśnienie niektórych określeń (nazw) tych „smakołyków”. Pracownik okazał się bardzo miły, udzielił odpowiedzi na wszystkie moje pytania i po chwili miałam już zamówienie zrealizowanie i nawet nie dużo zapłaciłam jak za trzy zestawy i miałam możliwość tak zwanej dolewki napoju do woli ile dusza zapragnie, a że było upalnie to zaspokoiłyśmy pragnienie. Przed wyjściem jeszcze trzeba skorzystać z wc, oj – porażka totalna. Smród idący z toalet nie do wytrzymania i ogromna kolejka. Okazało się że jest tylko jedna kabina dla pań i jedna dla panów. Dziewczyna sprzątająca nie nadążała ze sprzątaniem po klientach nie zawsze dobrze wychowanych.
Lato w pełni, zdarzają się nawet rekordowe upały, wobec tego postanowiłam iść na zakupy w poszukiwaniu sukienki. Przeważnie ubieram się w sklepach z ubraniami dla kobiet w moim przedziale wiekowym i jak dotąd jakoś omijałam sklepy typu Safari, bo kojarzyły mi się z garsonkami, ewentualnie kreacjami na okoliczność wesel i innych takich..ogólnie jako sklep z ofertą nie specjalnie trafiającą w mój gust. No cóż jednak przechadzając się po sklepach, które przeważnie mnie nie zawodziły, tym razem niczego co by mnie zainteresowało i urzekło w nich nie znalazłam i musiałam szukać dalej. Chcąc nie chcąc akurat mijałam Safari i stwierdziłam "raz- nie wciąż, nikt mnie tam chyba nie zje:P". Przełamałam się i weszłam. Heh na początku tego troszkę pożałowałam bo dopiero jak weszłam przekonałam się, że jestem w tej chwili jedyną klientką na sklepie, a ponieważ na ogół sama zdaję się na swój gust ( i o dziwo jakoś sobie z tym radzę) to nagle automatycznie wobec panującej pustki napadły mnie myśli, że zaraz zacznie się wywiad i usilne próbowanie znalezienia czegoś odpowiedniego dla mnie... No i faktycznie długo nie trwało i podeszła do mnie jedna z dwóch obecnie znajdujących się na sklepie ekspedientek i zadała standardowe pytanie " w czym mogę Pani pomóc?". Odpowiedziałam, że szukam sukienki na lato, ale nie chciałabym żeby była zbyt elegancka ani wyjściowa. No więc zaczęła się "pomoc". Pani obsługująca mnie była owszem miła i uprzejma i zaczęła proponować mi sukienki zupełnie nie w moim guście nie pytając się nawet o kolor, szczegóły fasonu, ewentualne wzory, typ materiału, tylko sama według własnego "widzimisie" wybierała to co ona uważała, że mogło by mi odpowiadać. W końcu zdecydowałam, że może jak przymierze jakąś to będzie inaczej wyglądać niż na wieszaku i możliwe, że zmienię zdanie ale szczerze przyznam, że podeszłam do tego sceptycznie. Wzięłam dwie sukienki zaproponowane przez panią i już prawie na moment przed wejściem do przymierzalni wypatrzyłam sukienkę, która o dziwo bardzo mi się spodobała. Zatem w tej samej chwili kiedy ją wypatrzyłam, bez zastanowienia spytałam czy mogłabym przymierzyć i tę, gdyż ta podoba mi się szczególnie. Hah wtedy ekspedientka dziwnie się na mnie spojrzała, bo wybrałam coś czego ona by mi na pewno nie zaproponowała i z nijaką miną spełniła moją prośbę .
W ogóle to muszę przyznać, że nie bardzo podoba mi się w sklepach Safari, że towaru jest naprawdę dużo i jest gęsto porozwieszany na wieszakach i tak naprawdę to klient nie ma za bardzo możliwości sam się na spokojnie rozejrzeć i znaleźć coś w swoim guście, tylko z góry jest skazany na propozycję sprzedającego, w tym przypadku pań obsługujących,które raczej nie są w stanie pokazać i zaprezentować całej oferty sklepu i od razu narzucają to w czym one widziałyby daną klientkę (w tym przypadku to nie obrażając nikogo żartobliwie można skojarzyć, że nazwa firmy oddaje stosunek sprzedawcy względem niepotrafiącego się odnaleźć klienta:P) .
Tak więc wracając do moich zakupów to faktycznie obie sukienki zaproponowane przez panią absolutnie mi nie leżały, jednak kiedy założyłam tę, którą sama sobie wypatrzyłam to wybór okazał się strzałem w 10:), wyszłam nawet się pokazać paniom i obie stwierdziły "ślicznie wygląda".. heh jestem ciekawa czy podobnie skomentowałyby tamte hehe, no ale tego to się już nie dowiem i nawet nie żałuję. Po wyjściu z przebieralni pewnie podeszłam do kasy już w pełni wyluzowana, zadowolona i miałam płacić, kiedy to właśnie druga pani, która zajęła się formalnością sprzedaży dodała obsługując terminal "widzi Pani jak koleżanka Pani ładnie wybrała i doradziła!?Na pewno będzie Pani zadowolona".
Sama obiektywnie mogę stwierdzić, że panie naprawdę były miłe i chciały pomóc, tylko szkoda, że to była jakby pomoc na odczepnego w sensie podeszła coś "doradziła" i swoje odbębniła. Ja tylko mogłam mieć tą satysfakcję, że ostatecznie końcówka owej wizyty w tym sklepie jest dla mnie szczęśliwa mimo nieciekawego startu. Zastanawiam się tylko jak to do końca jest z tą obsługą w sklepach odzieżowych. Otóż jak się przegląda ogłoszenia pracy- mam teraz na myśli szukanie i selekcjonowanie potencjalnych pracowników, od których się wymaga m.in zainteresowania modą oraz doświadczenia nie tylko w handlu ale i w branży odzieżowej. To wobec tego chciałabym wiedzieć na co to komu, skoro i tak ciężko natrafić na kompetentną ekspedientkę, która nie tylko pomoże wybrać i doradzi, ale i nie będzie chciała wcisnąć naiwnemu klientowi pierwszego lepszego towaru. Ogólnie to co do firmy nie mam zastrzeżeń jest szeroka oferta towaru, można przebierać w rozmiarach, sklep jest zadbany zawsze wysprzątany, wnętrze jest jasne, kolorystycznie harmonijne. Szkoda tylko, że nie zawsze odpowiednio dobrana obsługa.
Tym razem przy okazji spotkania ze znajomym zdecydowaliśmy się na obiad w miejscu, które mnie i mojej osobie towarzyszącej dotąd nie było znane. Zajrzeliśmy do kebabu, chcąc spróbować kuchni innego lokalu gastronomicznego niż te, z których usług korzystaliśmy do tej pory. Po wejściu do lokalu każde z nas zamówiło ten sam zestaw. Akurat nie było nikogo więc pan stojący za barem od razu nas obsłużył. Był to bardzo miły, sympatyczny i uśmiechnięty pan prawdopodobnie pochodzenia egipskiego (mając na uwadze egzotyczną urodę oraz sugerując się nazwa lokalu) w każdym razie dobrze radził sobie z językiem polskim i widać było zaangażowanie z jego strony i chęć wykonania zamówienia jak najlepiej, gdyż w trakcie dopytywał się o szczegóły upewniając się, że dobrze przyjął zamówienie. Uprzejmości, kultury i szacunku do klienta na pewno w obsłudze nie brakowało. Czas realizacji zamówienia biorąc pod uwagę fakt, że od razu otrzymaliśmy obie porcje, również był zadowalający. Zestaw, który zawierał kebab, frytki, surówkę wraz z sosem oraz małą butelkę pepsi stanowił sporą porcję, którą bez wątpienia można się najeść do syta. Jedzenie było dobre, ale nie na tyle, żebym miała się tam stołować już zawsze podczas gdy zgłodnieję będąc na mieście. Wszystko było odpowiednio ciepłe i świeże, jednak frytki jakby trochę przesolone, a sam kebab nieco za ostry. Ponadto sam lokal mimo tego, że jest niewielki nie jest zbytnio zadbany. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest pięciogwiazdkowa restauracja, ale np. są elementy egipskiego wystroju, które nie bardzo współgrają z całością, odpryski farby na ścianach w widocznym dla siedzącego klienta miejscu, w oknie wystawowym wisi stara dekoracja ze Świąt Bożego Narodzenia w postaci gwiazdy otoczonej czerwonym łańcuchem choinkowym. Za drzwiami wyjściowymi stoją skrzynki z pustymi butelkami, które wcale nie zdobią lecz zagracają i tak już małą powierzchnię lokalu.
Położenie owego kebabu nie jest złe, a sam lokal z zewnątrz prezentuje się dosyć ciekawie i raczej zachęca niż odstrasza. Jednak wnętrze można a nawet należało by odświeżyć, nadać mu klimat i urządzić bardziej z pomysłem, w sensie zadbać o ścisłą tematykę wystroju. Jedno jest pewne, mianowicie właściciel na pewno nie ma podstaw by wstydzić się za obsługę, gdyż w pełni wykonuje ona swoje obowiązki, trzeba dodać, że stanowi ją zaledwie jedna osoba. Stoliki są czyste, na każdym stoją serwetki, jedzenie jest wykonywane na czas, w pełnym zaangażowaniu i z dbałością o klienta, ponadto uprzejmość w stronę gości lokalu jest należycie przez obsługującego rozumiana. Wracając natomiast do kwestii doprawienia kebabu to jest to raczej już zależne od podniebienia danego klienta. Bardzo możliwe, że nagle zgłodniali sympatycy ostrzejszych dań mając na uwadze wyłącznie aspekt kulinarny i będąc akurat w okolicy właśnie by to miejsce odwiedzili.
Ocena dotyczy pracy rejestracji. Panie w przypadku jakiegokolwiek problemu nawet nie starają się być uprzejme i go rozwiązać. Zawsze jest tak jak one uważają, a pacjent i jego racje w ogóle się nie liczy, o czym go dobitnie informują. Poza tym bardzo często rozmawiają między sobą pomimo dużej kolejki.
Salonik prasowy Inmedio w Bydgoszczy odwiedzam najczęściej kupując prasę:), ALE tym razem było inaczej. Wracając z zakupów z hipermarketu, zaszłam tu po kartę doładowującą do telefonu. Mama mnie prosiła. Po wejściu, zadałam pytanie czy takowe karty są. Pan grzecznie mi odpowiedział, że są owszem, ale za każdą trzeba dodatkowo dopłacić. Zapytałam zaskoczona, co dopłacić, bo w pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi. Kupując kartę za 50 pln musiałabym zapłacić dodatkową prowizję(????) w wysokości 0,50pln. Zapytałam kolejny raz, ale dlaczego mam dodatkowo płacić skoro kupuję kartę za 50 pln to płacę 50 pln, a nie więcej. Pan chyba był lekko zaskoczony, bo odpowiedział, że takie opłaty są pobierane we wszystkich salonikach Inmedio (sic!!). Odpowiedziałam, że w takim razie dziękuję i nie kupię żadnej karty. Wyszłam. Po drodze zastanawiałam się, dlaczego ja jako klient mam ponosić koszty których tak naprawdę nie powinnam ponosić? Co to za zwyczaj nabywać coś za 50 pln i płacić 50,50pln?? Dlaczego tego typu "podatki", "prowizje", czy jakkolwiek nazwać takie dopłaty, przerzucane są na mnie- klienta? Nie zgadzam się z takim manipulowaniem mną jako klientem i dopóki będę miała możliwość zakupu gdzieś w innym miejscu, dopóty będę z tego korzystała. Kartę oczywiście kupiłam. Bez dodatkowych opłat w małym wiejskim sklepiku na wsi, gdzie mieszkam. Można? Można. Cały czas jednak nurtuje mnie pytanie: SKĄD TE DODATKOWE DOPŁATY??
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.